|
| ||||
|
Wiersze z wydanego w 2003 roku tomiku poezji „Między rzeką a rzeką”. | ||||
| ||||
|
Przestrzeń wody.
Refleksje o poezji Ratnasiri Suriya Arachchi.
Cykliczność życia, wszechobecne cierpienie, doświadczenia, wrażliwość i wyzwoleńcze olśnienia płyną z poezji Ratnasiri Suriya Arachchi. Jedna z rzek to codzienność, druga to tworzenie – pomiędzy tymi rzekami, rozlega się obszar przekraczający granice słów i formy. Za pomocą poezji autor dąży do otwarcia przed nami świata, w którym żyje, wewnętrznego terenu, na którym w niezwykły sposób, słowa pomagają doświadczać współistnienia. Tak jak ciecz przybiera kształt naczynia, podobnie słowa odbijają stan wewnętrzny i wypełniają nastawienie do świata w poszukiwaniu wiedzy o nim. Świadomość wyrazu poetyckiego jego wierszy przypomina słowa Jane Hirshfield, – gdy czujesz się zgnębiony i dla oddania tego potrafisz znaleźć frazę, już zrobiłeś krok ku wyzwoleniu się z zagubienia, nieuchronnych cierpień i strat będących udziałem każdej istoty ludzkiej. Szczególnie bliskie codzienności są dwa wiersze Mój dom i Codziennie jadę windą... Poprzez nie bezpośrednio wchodzimy w chwilę dnia, cierpienia, radości, myśli i życie autora. Wrażliwość, z jaką podchodzi do szczegółu, drobiazgu i paradoksu życia, przekłada się na przekaz, poprzez który odbiorca odkrywa nową indywidualną przestrzeń swojej wyobraźni, podejścia do życia, do odczuwania, do odczytywania w kolejnym dniu ukrytej nauki, tajemnicy, splotu sytuacji. Każdy wiersz zawiera po trochę jak gdyby formę przypowieści, wskazuje wyjście, najlepszy wybór, najtrwalszą podporę duchową, psychiczną, działa jak lekarstwo. W niejednej opisywanej poetycko sytuacji, autor stara się odnaleźć swoją wewnętrzną wolność, w trudnych chwilach jest światłem dla samego siebie. Jiddu Krishnamurti mawiał, że życie wewnątrz ciasnej przestrzeni umysłu to nieustanne zmaganie, konflikt, to ciągły ból i smutek, wiersze Suriego epatują wolnością, ucieczką od ciasnoty, poszerzają przestrzeń, rozbijają ją słowami, które przed tym były czynami, czymś, co się w życiu poety wydarzyło, wypływają z doświadczenia, są głęboko zakorzenione w rzeczywistości. Świadomość świata jest jego świadomością, on jest światem, a świat jest nim, opis nie jest tylko tym, co jest opisane, wykracza daleko w sferę intuicji, uczuć, wrażliwości. W wierszach autora odkryłem jego Ścieżkę, na której pragnie rozwoju, mądrości, spokoju, zrozumienia samego siebie. Jeszcze raz przypominają się myśli Mistrza Krishnamurtiego – spoglądając prosto w twarz rzeczywistości, ujrzycie, że nikt inny, tylko wy jesteście odpowiedzialni za świat, za siebie samych, za to, co myślicie, co czujecie i co robicie. Wiersze są dla autora zapisem treści na jego Drodze rozwoju, są analizą stanu wnętrza, punktu odniesienia, współistnienia z naturą. Życie niesie konflikt, nie zawsze układa się tak jakbyśmy chcieli, ale to my musimy przeprowadzać zmiany w nas samych, poezja umożliwia wgląd w naszą przeszłość, teraźniejszość, które rzutują na przyszłość, poezja jest śladem stanu naszej świadomości.
Bartłomiej Dyrcz
kwiecień – maj 2004 (Tekst otrzymałem bez podania źródła, przepraszam Autora za brak uzgodnienia przedruku – Z. Wiśniewski) | ||||
| ||||
|
| ||||
|
Wiersze syngaleskie w tłumaczeniu Suriego | ||||
|
| ||||
| ||||
|
SŁOWO KRYTYKA /Maciej M. Szczawiński/ Ratnasiri Suriya Arachchi. Czy to da się w ogóle wymówić? SURI? No tak, SURI to już coś innego. To budzący powszechną sympatię błysk ciemnych oczu, charakterystyczny lekko gardłowy śmiech, drobna postać, sprężyste ruchy. SURI, czyli Inny? Egzotyczny wygląd i akcent nie pozostawiają wątpliwości – mamy do czynienia z przybyszem. Pojawił się tutaj /w Polsce, na Śląsku, w Rudzie Śląskiej/ paręnaście lat temu, przyjechał ze Sri Lanki, czyli z bardzo daleka. Mało w większości wiemy o tej coraz modniejszej /kulturowo i turystycznie/ wyspie na Oceanie Indyjskim. Odległość i nieporównywalność języka /syngaleski– sinhala /, religii /buddyzm, hinduizm/, klimatu, obyczaju etc. sprawiają, że ktoś taki, jak SURI wynurza się przed nami istotnie „z innego świata”. Ciekawość i uprzejmość rychło mogą tu przejść w znużenie i obojętność. No, bo przecież raczej sobie nie pogadamy, nie spotkamy na dłużej, nie zrozumiemy. Śniady i kruczowłosy Ratnasiri Suriya Arachchi musiał z taką niewidzialna ścianą się zderzyć, przyjeżdżając niegdyś późną jesienią w miejsce dla siebie „egzotyczne” i „z innego świata”, miejsce, gdzie obcy i syczący język dudnił jakąś twardą odmianą jak koła pociągu na rozjazdach szyn przed Gliwicami. Zaciekawione, być może natrętne spojrzenia, jakieś uwagi, nie zawsze przyjazne... Ale w ten październikowy i pewnie cholernie zimny wieczór nikt jeszcze nie wiedział, bo nie mógł wiedzieć, że oto na czarnym jak żużel brudnym śląskim peronie wysiadł POETA. Wysiadł po to, żeby zamieszkać w tym miejscu. I w tym języku…
Właściwie to aż prosiłoby się o esej. Albo jakąś uczoną wnikliwą rozprawę na temat fenomenu zadomowienia w „obcym”. To proces fascynujący i mocno dramatyczny, wypełniony napięciami, zderzeniami, przyciąganiem i odpychaniem na przemian. Prowokuje do wcale nie retorycznych pytań o naturę SPOTKANIA /z innym, odmiennym, nieoswojonym/. I o szansę ocalenia w tym wszystkim własnej samoistności. Jakże porywający byłby to tekst, gdyby sprawdzić i zbadać zadomowienie w nowym języku. I to, kogo! Poety... SURI przyjeżdżał do Polski pisząc wiersze „po syngalesku”. Tam żyły jego obrazy i metafory, „po syngalesku”, nie po polsku myślał swoje wiersze, kojarzył znaczenia i konteksty, wyświetlał przeczucia. Wzdycham w tym momencie, bo ów wirtualny jak na razie badacz– eseista– dociekacz musiałby dotknąć tajemnicy. To znaczy tego kluczowego momentu, kiedy wydarzyło się coś nieprawdopodobnie interesującego: niegdysiejszy obywatel i mieszkaniec cejlońskiej kultury i języka zaczyna pisać swoje wiersze po polsku. A więc także – powtórzmy – w tym nowym języku je czuć i myśleć. Dla niewyrażalnego znajdować /tym razem w naszej mowie/ widomy czytelny wyraz. Już samo zjawisko, niejako „samo przez się” może zasługiwać na podziw albo przynajmniej zainteresowanie. Tylko, że Ratnasiri Suriya Arachchi nie tylko pisze wiersze. On jest poetą. SURI demonstruje w swoim debiutanckim tomiku autentyczne walory warsztatu. To po pierwsze. Najczęściej oszczędny, prawie lakoniczny dba, żeby tekst nie rozłaził się w słowach. Napięcia pomiędzy obrazami są tu najczęściej wynikiem zderzenia konkretu, jakiegoś rzeczywistego powszedniego detalu /zdarzenie, rodzinność, przedmioty itp./ z nagłą tajemnicą, z metafizycznym światłem pulsującym „pod”. Tajemnica to chyba ważne słowo dla tej poezji. Nie polega na mnożeniu nieostrych obrazów. Nie jest abstrakcją. Mieszka pod podszewką potoczności, codzienności, przyzwyczajeń i oswojonych mniemań. Sporo tu także utworów rejestrujących doraźność życia, które doświadczamy przez te same obrazy i odczucia. Zapewne podobnie Suri nie obsunął się ani razu w publicystyczną retorykę, kondensuje sensy. Najwspanialsze są moim zdaniem paradoksy w tej liryce:, czemu /zakwitłaś/ pomiędzy /torami?/ Ja–pociąg/ i jej nienatrętny, ale przecież jawny wymiar filozoficzny. Heraklitejski tytuł tomu znajduje swoje metaforyczne echa w wielu wierszach, a wszystko spowija delikatna liryczna melancholia. Ratnasiri Suriya Arachchi. Suri. Mieszkaniec Polski i Polszczyzny. Poeta. Maciej M. Szczawiński
| ||||
|
Galeria z wystawy prac plastycznych dzieci ze Sri Lanki |
Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski Wszelkie prawa zastrzeżone.