![]() MUZEUM REGIONALNE |
Rozmowa z pracownikiem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowejdr Jerzym Bednarkiem |
![]() |
|
Jak długo zbierał Pan informacje na temat kapitana „Z 24”?
Sama kwerenda – często przerywana kwerendami, dotyczącymi ogólnie konspiracji niepodległościowej na terenie województwa łódzkiego – trwała około dwóch lat. Z Pańskiego wykładu można wywnioskować, że agent „Z 24” dobrze zaczął współpracę z aparatem bezpieczeństwa, jednak jej koniec był dla niego bardzo smutny. Jak Pan sądzi, co go zgubiło, może nadmierna pewność siebie?
Rzeczywiście, w tym przypadku można mówić o nadmiernej pewności siebie. Do niej należy jeszcze dodać rutynę. Agent „Z 24” mocno wierzył, że skoro znał wysokich rangą oficerów informacji i żył z nimi na stopie koleżeńskiej, to nic złego nie może mu się przydarzyć. Okazało się jednak, że w owej machinie terroru nawet taki agent, jak Siwiński – jeśli wykazywał się niesubordynacją, podlegał takim samym prawom, jak żołnierze konspiracji, którą zwalczał. Czy można powiedzieć, że w pewnym momencie stał się po prostu niewygodny?
Ze względu na posiadaną wiedzę – na pewno tak. Zdawano sobie sprawę z faktu, że skoro nie jest szczery we współpracy i przekazuje niesprawdzone informacje – to równie dobrze może informować postronne osoby o tym, kto i w jaki sposób pracuje w aparacie bezpieczeństwa. Sądzę, że działania podjęte wobec niego, czyli aresztowanie i szybkie skazanie na karę śmierci, były działaniami prewencyjnymi. Chodziło o pozbycie się niebezpiecznego, choć zasłużonego dla informacji agenta, który swoim postępowaniem mógł przynieść szkodę lokalnym biurom informacji. Z tego, co Pan mówi, wynika, że dla ówczesnego aparatu bezpieczeństwa nie liczył się człowiek jako jednostka…
W ówczesnym państwie człowiek jako indywidualność nie stanowił żadnej wartości. System władzy ludowej, system komunistyczny traktował go jak przedmiot. Jeden agent mniej lub więcej nie miał znaczenia. Jeśli mógł zaszkodzić organom bezpieczeństwa, należało się go pozbyć. W przypadku „Z 24” tak właśnie postąpiono. W ostatnim czasie bardzo często i dużo mówi się o tajnych współpracownikach, operacyjnych źródłach informacji. Czy może Pan wyjaśnić, jaka jest różnica między TW a OZI?
Zadał Pan bardzo trudne pytanie, na które nie można udzielić odpowiedzi w kilku zdaniach. W tej chwili powstają poważne artykuły, które zajmują się tylko analizą pojęcia osobowe źródło informacji. Zaczęło ono funkcjonować w latach 70. i 80. – i oznacza katalog różnego rodzaju współpracowników szeroko rozumianego aparatu bezpieczeństwa. Poszczególne kategorie współpracowników aparatu bezpieczeństwa, łączone pod wspólnym pojęciem osobowe źródło informacji, ze względu na zakres działań, metody werbunku czy sposoby kontaktu z oficerami, dzieliły się na kilkanaście kategorii – począwszy od tajnych współpracowników, poprzez kontakty operacyjne, kontakty obywatelskie, kontakty służbowe. To jest skomplikowane zagadnienie. Dlatego najlepiej będzie, jeśli zainteresowane osoby odeślę do najnowszego numeru „Aparatu represji”, który niedługo się ukaże. Tam w jednym z artykułów zostaną wyjaśnione wszystkie trudne pojęcia. Rozmawiał Przemysław Jafra „Legion” Tekst publikowany w tygodniku „Po Prostu Informacje” z dnia 19 kwietnia 2007 r. |
Copyright © 2000 – 2008 Zdzisław Wiśniewski Wszelkie prawa zastrzeżone.